Fragment genialnej książki

Jacka Mac Lase

„Inny wariant”

usunięty przez cenzurę ze względu

na drastyczność scen

i opis tajnych metod stosowanych

przez służby specjalne

(m. in. KGB)

 

 

 

 

 

 

 

 

Dinozauroidy, inteligentne istoty, które wyewoluowały z dinozaurów rozpoczęły prace nad podróżami pomiędzy wszechświatami równoległymi. W początkowej fazie eksperymentów udaje im się przenikać do innych wszechświatów jedynie w ciałach astralnych. Jedna z grup badawczych trafiła na planetę ludzi do starożytnego Sumeru. Członkowie grupy Zal i Ler zaprzyjaźnili się z arcykapłanem Ur Raelem.  Napięcia polityczne pomiędzy Ur i Uruk wciągnęły Zala i Ler w konfrontację pomiędzy miastami. Dinozauroidy wsparły swojego przyjaciela i opowiedziały się po stronie Ur. Traktując ludzi jako materiał badawczy nie wahały się dokonywać czynów uchodzących wśród ludzi za naganne moralnie, a dla nich będących normalną procedurą naukową poszerzającą ich wiedzę o ludziach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uruk dalej dążyło do wojny. Przygotowania były ukończone, wojsko czekało na roz­kaz ataku. Zal został wysłany na dwór w Uruk. Nikt tam nie domyślił się, że w zna­jomym ciele jest inna osoba. Dalej darzono go pełnym zaufaniem, nawet nawią­zał bliską znajomość z dowódcą wojsk.

Dzięki Ler, będącej w ciele pisarza, udało się ująć wszystkich związanych z nim szpie­gów.

                                                                 *

Była noc. Rael obmyślał właśnie plan ostatecznego rozwiązania konfliktu. Zjawił się Zal w ciele astralnym

- Witaj, - powiedział – Król Uruk planuje zaatakowanie Ur za dwa tygodnie.

- Nie mamy dużo czasu. Musimy temu przeszkodzić – oświadczył z mocą Rael.

– Ale jak? - zapytał Zal.

- Przyszedł mi do głowy pewien pomysł – kontynuował Rael – Zabijemy dowódcę woj­ska i Ler wcieli się w niego. Potem usuniemy króla, w którego ciało ja wstąpię i odwo­łam wy­prawę.

– Pomysł dobry, bo krótki – powiedział Zal – Jak chcesz zrealizować plan?

 

                                                                *

          Na dworze w Uruk Zal czekał na dogodną okazję by zgładzić dowódcę wojska, którego Ler, będąca w ciele astralnym, nie odstępowała ani na krok. W pewnym momencie pojawiła się u boku Zala i oznajmiła, że dowódca jest zupełnie sam w ubikacji. Zal skierował się tam szybkim krokiem, wszedł i ciosem w podbródek pozbawił go przytomności. Następnie zabił uciskając tętnice szyjne. Ler wniknęła w martwe ciało, a Zal rozpoczął masaż serca i sztuczne oddychanie. Po kilku minutach Ler, jako dowódca, zaczęła oddychać. Znała już zasady funk­cjonowania ludzkiego organizmu, z łatwością podniosła się i wyszła z Zalem.

Po kilku godzinach Zal i Ler zauważyli, że po ogrodzie przechadza się samotnie fawo­ryta króla. Dowódca znał ją od dawna, a ona okazywała mu wyraźne względy. Ler podeszła do niej, faworyta, widząc znajomego, ucieszyła się i zaczęła rozmowę. Powoli prowadziła go w ustronne miejsce parku nad sadzawkę. Na to czekała Ler. Gdy były wystarczająco daleko uderzyła kobietę pięścią prosto w serce zabijając ją na miejscu. Zal błyskawicznie znalazł się w jej ciele. Po krótkiej reanimacji podniósł się popatrzył na swoje poprzednie ciało i zepchnął je nogą do wody. W chwilę potem kroczył już z Ler po alejce szczebiocząc radośnie.

*

Nastała noc. Król wezwał faworytę do sypialni i rozkazał, aby nikt nie zakłócał im spokoju, aż do rana.

*

         Rael poszedł do swojej komnaty, a strażnikom kazał jej pilnie strzec, zakazał wpuszczać kogokolwiek, a im samym wchodzić do niej. Położył się na łóżku, rytmiczne oddychając rozluźnił ciało. Poczuł jak najpierw nogi, później ręce, tułów, a na końcu głowa unoszą się w górę. Oderwał się od swojego ciała fizycznego, które pozostało w Ur i przeniósł się do Uruk.

 

*

         Zal wszedł do komnaty króla, który powitał go czule, wziął za rękę i poprowadził do stołu pełnego owoców i różnych gatunków wina.

– Na co masz ochotę moja droga? – spytał obejmując Zala ramieniem.

W tej samej chwili Zal zadał mu silny cios łokciem w splot słoneczny. Król stracił oddech i martwy osunął się na ziemię. Na to czekał Rael. Błyskawicznie wniknął w leżące ciało,a  Zal przywrócił je do życia.

Na drugi dzień odbyła się narada wojenna, w której brał udział król, kapłani i woj­skowi. Rael odwołał wyprawę przeciw Ur, co wprawiło wszystkich w wielkie zdziwienie. Sposób zachowania króla wzbudził podejrzenia arcykapłana Hrapa. Po skończeniu narady zapytał:

– Czy polecić służącym by podano ci coś do picia, panie?

– Wino z piwem, lekko zmieszane, niewstrząśnięte – bez zastanowienia odparł Rael.

To zdanie wzmogło podejrzenia Hrapa. Był pewien, że zna osobę, która pije tak dziwnie po­łączone napoje, ale nie mógł sobie przypomnieć, kto to jest. Wieczorem zamknął się w kom­nacie, wyciągnął magiczne rekwizyty, zapalił zioła w kadzielnicy i zaczął przywoływać de­mona, który mu służył. W dymie kadzidła z początku mgliście potem coraz wyraźniej poja­wiła się postać demona.

  Dlaczego mnie wzywasz? – zapytał.

– Powiedz, co się stało z naszym królem, dziwnie się zachowuje – powiedział arcykapłan.

–To nie nasz król, to twój kolega Rael. Zabił twojego władcę i wszedł w jego ciało.

Twarz Hrapa poszarzała.

– O ten podstępny Urwysyn. Chce zawładnąć Uruk. – pomyślał, a zwracając się do demona zapytał – Co można zrobić? Nie mogę tak po prostu oskarżyć króla o to, że nie jest królem.

–Trzeba zabić ciało Raela – odpowiedział demon. – Kiedy ono umrze, umrze i ciało króla.

– Kto może to zrobić? – zapytał arcykapłan.

– Ja, przecież jestem profesjonalistą.

– To świetnie – ucieszył się Hrap – zabij go.

      Demon w jednej chwili znalazł się w Ur. Odszukał miejsce, gdzie leżało ciało Raela. Przed komnatą stał strażnik. Opętał go i podporządkował sobie jego ciało. Strażnik wszedł do komnaty, wyciągnął miecz i zbliżył się do łoża, na którym spoczywało nieruchome ciało Ra­ela.

      W tym samym czasie pies Majusz buszujący w ogrodzie zatrzymał się, podniósł łeb i za­czął węszyć. Odwrócił się i ruszył w kierunku pałacu. Coś kazało mu biec co sił do komnaty pana. Wskoczył przez okno i zobaczył żołnierza z mieczem. Nie zastanawiając się, jak tygrys rzucił się do gardła napastnika, zacisnął szczęki na jego szyi i powalił na ziemię. Żołnierz charczał i miotał się po podłodze usiłując się uwolnić. Po chwili skonał. Demon opuścił ciało. Do komnaty wbiegło kilka osób zwabionych hałasem.

 

                           *

       Rael poczuł niepokój. Wszedł do komnaty królewskiej, polecił by nikt mu nie przeszka­dzał. Położył się, rozluźnił mięśnie, opuścił ciało króla i wrócił do Ur. W komnacie ujrzał kilka osób pochylonych nad ciałem martwego żołnierza i wymykającego się przez ścianę de­mona. Błyskawicznie wrócił do swo­jego ciała.

 

                                                               *

 

        Arcykapłan ocknął się i otworzył oczy.

– Raelu, gdyby nie twój pies – krzyknął roztrzęsiony Saet – już byś nie żył. Nie wiem co wstąpiło w tego człowieka.

– Ja wiem – odparł Rael – zapobiegnę takim przypadkom w przyszłości.

 

                                                                *

        Demon powrócił do swojego pana.

– Nie udało się – zaczął – Rael ma silną ochronę. Nie mogłem jej sforsować. Zobaczył mnie, gdy wracał do swojego ciała. Teraz będzie czujniejszy.

– Ty partaczu! – krzyknął z wściekłością Hrap. – Zdemaskowałeś mnie. Wyślę cię w najgłęb­szą otchłań piekieł.

Hrap skoncentrował się i zaczął szeptać zaklęcia. Za demonem otworzył się mroczny tunel i jakaś siła zaczęła go doń wciągać.

– Litości arcykapłanie! – krzyknął ostatkiem sił i pogrążył się w otchłań.

– Nie ma litości dla partaczy! – zawołał za nieszczęsnym mściwy arcykapłan.

Tunel zniknął. Hrap spojrzał przed siebie.

– Kto robotę partaczy, świata żywych nie zobaczy – wymamrotał arcykapłan i uśmiechnął się do siebie. – Niezły dwuwiersz wymyśliłem. Powinienem pisać poezję.

Znowu powróciła bezsilna wściekłość. Hrap odruchowo zaczął dłubać w nosie i mówić do siebie:

– W dzisiejszych czasach każdy pieprzy swoją robotę, nawet demon. Wszystkim trzeba pa­trzeć na ręce, inaczej spartaczą to, co mają zrobić.

Pospacerował chwilę po komnacie i myślami wrócił do swojej nieciekawej sytuacji.

– Dobra, demona załatwiłem, ale co ze mną? – nerwowo zatarł spocone ręce. Poczuł jak drga mu powieka. Nie cierpiał tego.

– Tylko bez paniki – wyszeptał, – ja jestem profesjonalistą. Rael ma ogromną moc, ale mam nadzieję, że po zniknięciu demona nie wyśledzi mnie. Pójdę na współpracę z nim.

       W następnych dniach Hrap rozpoczął delikatne starania o zjednanie przychylności Raela, zarówno jako arcykapłana Ur, jak i króla Uruk. Po wielu miesiącach udało mu się zaskarbić względy nie tylko Raela, ale i jego psa Majusza.

 

*

 

       Po dwóch tygodniach Rael miał coraz większe trudności z regeneracją ciała króla, które psuło się, gdy powracał do własnego. Aby nie tracić olbrzymich ilości energii życiowej na jego regenerację, coraz rzadziej je opuszczał. W Ur polecił zbudowanie miedzianej skrzyni. Wprowadził zaufanych ludzi na dwór w Uruk, którzy pod jego sypialnią wykopali piwnicę, przez którą puszczono lodowatą wodę ze źródła artezyjskiego. W strumieniu umieszczono miedzianą skrzynię. Tam Rael pozostawiał ciało króla, dzięki czemu nie rozkładało się tak szybko. Zaufani w tym czasie pilnowali drzwi do komnaty.

       Rael jako król Uruk rządził jeszcze kilka lat. Doprowadził do sojuszu obu miast–państw.

        Przez wiele lat Rael spotykał się z przybyszami z alternatywnego świata. Goście przeka­zali mu ogromną wiedzę z zakresu techniki, astronomii, matematyki i innych nauk, którą mu­siałoby zdobywać wiele pokoleń ludzi. Zyskał dzięki temu sławę najmądrzejszego człowieka w kraju i przyczynił się do ogromnego skoku naukowo–technicznego swojego państwa. Nie­stety po jego śmierci lwia część tej wiedzy uległa zapomnieniu.